Okiem Kingi.
To był wieczór, szłam na koncert 1D. Byłam tam przez półtorej godziny. Po koncercie, gdy szłam do Zayna zauważyłam go z jakąś dziewczyną. Całowali się. Nie wierzyłam w to co zobaczyłam. Od razu do niego podeszłam dałam mu ale, tak z odruchu liścia i pobiegłam z płaczem. Zayn pobiegł za mną. Wbiegłam do domu i jak najszybciej zamknęłam drzwi na zamek.W myślach mówiłam sobie,, On zaraz pójdzie''.
Jednakże tkwiłam w błędzie. Przez godzinę stał przy drzwiach i mnie przepraszał, oraz w kółko mówił że to było nie porozumienie. Miałam tego dość więc wyszłam.
-Wynoś się! Nie chcę cię więcej znać!-krzyknęłam
-To nie tak jak ty myślisz.-powiedział
-A jak.-odpowiedziałam.
-To ona na mnie się rzuciła.
-A ty ją tylko bardziej do siebie przyciągnąłeś i na dodatek złapałeś za tyłek. I to niby ona chciała, a ty nie.
-Nie moja wina to wszystko przez nią...-powiedział.
-A ja przez ciebie zrywam.-powiedziałam.
-Co? Dlaczego? Proszę nie rób tego.
-Prosić się może świnia, ojć zapomniałam przecież ty jesteś świnią-po tych słowach weszłam do domu.
Okiem Zayna.
Poszedłem do domu. Chłopaki jak się okazało wszystko słyszeli i widzieli.
-Łapanie za tyłek innej kobiety. Wstydź się-powiedział Harry.
-To ona się na mnie rzuciła.-dodał ze śmiechem Luis.
-To nie moja wina.-powiedział Liam dając dłoń tak jak zza dawnych czasów kiedy się cmokało panie w dłonie, Odchylił przy tym głowę lekko na bok i mrugając oczami.
-Zostawcie mnie w spokoju!-wrzasnąłem.
-Agresja. O co mu chodzi?-zapytał krnąbrnie Harry.
-Dajmy już sobie siana.-powiedział Luis.
Myślałem sobie co będzie dalej...Może mi wybaczy, albo to rozpowie. Miałem pstro w głowie... Praktycznie to wszystko...to zerwanie to moja wina.
poniedziałek, 15 lipca 2013
niedziela, 14 lipca 2013
Od Parrie
Kiedyś
byłam dziewczyną Zayna. Znaczy nie do końca dziewczyną ponieważ to była
ustawka. On był ze mną, żeby tak jakby rozsławic nasz zespół czyli
Little Mix. Nie chcieliśmy tego nawzajem ale modest nas do tego zmusił.
Ustawką był również związek Louisa i Eleanor. Ja od początku trwania One
DIrection właśnie podkochiwałam się w nim. W Louisie, ale musiałyśmy
wyjechac w trasę a to zakłuciło relacje między nami a chłopakami. Oni
zmienili numery telefonów a my nawet nie próbowałyśmy zdobyc tych
nowych.
Nareszcie wróciłyśy do Londydu, do rodziny. Miałyśmy "urlop" który będzie trwał kilka miesięcy. Tak więc postanowiłam wybrac się na spacer po ulicach Londynu. Przechodziłam sobie przez dzielnicę Piccadilly Circus i usiadłam sobie przy fontanie. Rozmyślałam nad moją rodziną.......przyjaciołmi. Gdy zobaczyli mnie moi fani od razu mnie otoczyli. Zaczęłam rozdawac autografy i robiłam sobie z nimi zdjęcia. Patrząc w aparat zauważyłam, że znad przeciwka idzie piętka chłopaków. Nie rozpoznałam ich od razu ale w końcu przypomniały mi się ich twarze. Ich głosy....to jak czochrałam ich czupryny.....hahahaha. Przedemną szedł BadBoy, Nialler, Lou, Hazza i Daddy. Podeszłam do nich. P: Chej chłopaki, zmieniliście się i to bardzo. Tak dawno was nie widziałam. - Przytuliłam każdego po koleji. Z: Perrie? P: Tak Zayn, to ja. Lo: Siemka Pez, co słychac? N: Jak tam wasz zespół? H: Zmieniłaś się. P: Dzięki chłopaki, nawet dobrze. A jak tam wasz zespół. Lo: Cały czas rozkwita, jeszcze przez kilka tygodni mamy wolne a potem wyruszamy w trasę. P: To fajnie, ja będę zmykac. Z: Perrie zaczdekaj. Jak chcesz to wpadnij dziś do nas. Urządzamy imprezę. Znaczy Lou urządza i nas zaprasza. P: Wpadlabym ale nie wiem gdzie. Lo: Masz - Louis podał mi swój adres. P: Dzięki, do zobaczenia. 1D: Pa Wieczorem tak jak obiecałam poszłam do chłopaków na imprezę. Ubrałam się w to: http://i.pinger.pl/pgr376/ae0f50190001a40451431c33/e88bd7853d795e6cabd439d7bd096b75.jpg Po pół godzinie dojechałam na miejsce. Zapukałam do drzwi. Odtworzył mi Lou, P: Hej, mogę wejśc? L: Jasne wchodź. Uśmiechnęłam się do Lou i weszłam. (Louis) |
|
wtorek, 9 lipca 2013
Od Liama i Patrycji C.D
Okiem Patrycji.
-No dobra chrzestnymi zostają...
Naglę straciłam przytomność z powodu silnego kopnięcia dziecka
Okiem Liama.
Patrycja straciłam przytomność wszyscy do niej jak najszybciej podbiegliśmy. Kinga wykonała szybki telefon po pogotowie.
W szpitalu gdy Patrycja leżała pod kroplówką podszedł do mnie lekarz.
-To ty jesteś jej chłopakiem? I to ona ma z tobą dziecko?-zapytał mnie lekarz.
-Tak i tak.
-Który to miesiąc jej ciąży?-zapytał mnie ponownie.
-Dokładnie tego nie wiem. A co się stało?
-Jeszcze nie do końca wiemy, ale to chyba...-powiedział ze smutkiem.
-Co chyba!!!!!!??-krzyknąłem.
-To chyba ją dziecko zabija.
-Że co??!!!!
-Tak przeczuwamy.
-Zabija?!
-No chyba. Musi pan podjąć decyzje razem z narzeczoną.
-Okej, a kiedy się obudzi?-zapytałem.
-A co ja wróżka? Z kąt mam wiedzieć takie rzeczy?!
Nagle podszedł jakiś inny gościu.
-Szefie, pacjentka się budzi.
-Dobra, dzięki. Proszę pana właśnie się dowiedziałem że może pan już to załatwić.
-Dziękuje.-powiedziałem z grymasem.
Pobiegłem do Patrycji. Płakała.
-Kochanie...-przytuliłem ją.-Dlaczego płaczesz?
-Bo...Bo... Ja się właśnie dowiedziałam że będzie to dziewczynka. Jestem taka szczęśliwa.
-Czyli że jej nie usuniesz?-zapytałem nie śmiało.
-Usuniesz!!! Usuniesz!!! Czy ty masz mnie za zabójcę?!
-Nie skądże.
A który to miesiąc?-zapytałem.
-Piąty a co?
-Chciałbym poznać płeć dziecka.-powiedziałem rozmarzony.
-Kotku. Chyba mnie nie słuchałeś przecież już powiedziałam że będzie to dziewczynka. A co?
-Wiesz, napędziłaś mi takiego stracha, że zapomniałem...
Nagle wszedł lekarz, prosząc mnie abym za nim poszedł. Poszedłem.
-I co ustaliliście już?
-Jeszcze nie, a jeżeli to są tylko błędne przeczucia?
-A, dowiedziałeś się chociaż który to miesiąc?
-Tak, jest to miesiąc piąty.
-No nic. Najwyraźniej będzie brała tabletki przeciw bólowe.
-Kto?
-No, twoja narzeczona.
-Aha. A ile potrwa pobyt w szpitalu.
-Jutro już wychodzi.
-Wspaniale.
Wędrując wzrokiem po korytarzu szpitalnym, dostrzegłem chłopaków. Niall trzymał w ręce jakąś paczkę, związaną różową kokardą.
-Co to?-zapytałem.
-Prezent dla ciebie i Patrycji, a właściwie waszego dziecka.-opowiedział.
-Niech zgadnę hceż nam zaimponować, abyś to ty został ojcem chrzestnym?
-Wcale, że nie.-odpowiedział Niall.
-Hej Liam, upiekłem torcik dla Pati, pomyślałem, że zgłodniała przez te wszystkie badania, a i maluszek musi coś jeść.-powiedział Harry, wyciągając z tyłu ciasto.
-Wow, gdzie je kupiłeś?-zapytałem.
-Upiekłem.-odpowiedział z dumą.
-Taaa, jasne.-odezwał się Zayn.
-Możesz mi wierzyć.-zapewniał.
Nagle weszła mama.
-O widzę że robiłeś zakupy w ,,Cudowne Torciki''
-Wcale że nie upiekłem ten torcik.
-Szkoda tylko że ja tam pracuje i tak się właściwie składa że sama go robiłam.
Harry'emu zrobiło się głupio
-Mój prezent bije te wszystkie na głowę.-Louis wyciągnął śpioszki ze swoim zdjęciem na środku.
-Wow, oryginalne Louis.-powiedziałem.
-No wiem. Szukałem śpioszek z nami wszystkimi, ale uznałem że to go bardziej ucieszy.
-To dziewczynka.-powiedziałem.
-Co za nie fart a ja kupiłem chyba z 50 samochodzików do zabawy.
-Może i ją te samochodziki ucieszą.
-Aaaaa!!!-usłyszeliśmy krzyk Patrycji. Pobiegliśmy na salę.
-5 miesiąc, zaczął się poród, cesarka!-krzyczał lekarz.
Po długim cięciu wyszła dziewczynka, ale nie do końca.
Blondyneczka miała posklejane paluszki u rąk. Miała problemy z oddychaniem.
-Na salę operacyjną.-lekarz wziął dziewczynkę z rąk Pati.
CDN
-No dobra chrzestnymi zostają...
Naglę straciłam przytomność z powodu silnego kopnięcia dziecka
Okiem Liama.
Patrycja straciłam przytomność wszyscy do niej jak najszybciej podbiegliśmy. Kinga wykonała szybki telefon po pogotowie.
W szpitalu gdy Patrycja leżała pod kroplówką podszedł do mnie lekarz.
-To ty jesteś jej chłopakiem? I to ona ma z tobą dziecko?-zapytał mnie lekarz.
-Tak i tak.
-Który to miesiąc jej ciąży?-zapytał mnie ponownie.
-Dokładnie tego nie wiem. A co się stało?
-Jeszcze nie do końca wiemy, ale to chyba...-powiedział ze smutkiem.
-Co chyba!!!!!!??-krzyknąłem.
-To chyba ją dziecko zabija.
-Że co??!!!!
-Tak przeczuwamy.
-Zabija?!
-No chyba. Musi pan podjąć decyzje razem z narzeczoną.
-Okej, a kiedy się obudzi?-zapytałem.
-A co ja wróżka? Z kąt mam wiedzieć takie rzeczy?!
Nagle podszedł jakiś inny gościu.
-Szefie, pacjentka się budzi.
-Dobra, dzięki. Proszę pana właśnie się dowiedziałem że może pan już to załatwić.
-Dziękuje.-powiedziałem z grymasem.
Pobiegłem do Patrycji. Płakała.
-Kochanie...-przytuliłem ją.-Dlaczego płaczesz?
-Bo...Bo... Ja się właśnie dowiedziałam że będzie to dziewczynka. Jestem taka szczęśliwa.
-Czyli że jej nie usuniesz?-zapytałem nie śmiało.
-Usuniesz!!! Usuniesz!!! Czy ty masz mnie za zabójcę?!
-Nie skądże.
A który to miesiąc?-zapytałem.
-Piąty a co?
-Chciałbym poznać płeć dziecka.-powiedziałem rozmarzony.
-Kotku. Chyba mnie nie słuchałeś przecież już powiedziałam że będzie to dziewczynka. A co?
-Wiesz, napędziłaś mi takiego stracha, że zapomniałem...
Nagle wszedł lekarz, prosząc mnie abym za nim poszedł. Poszedłem.
-I co ustaliliście już?
-Jeszcze nie, a jeżeli to są tylko błędne przeczucia?
-A, dowiedziałeś się chociaż który to miesiąc?
-Tak, jest to miesiąc piąty.
-No nic. Najwyraźniej będzie brała tabletki przeciw bólowe.
-Kto?
-No, twoja narzeczona.
-Aha. A ile potrwa pobyt w szpitalu.
-Jutro już wychodzi.
-Wspaniale.
Wędrując wzrokiem po korytarzu szpitalnym, dostrzegłem chłopaków. Niall trzymał w ręce jakąś paczkę, związaną różową kokardą.
-Co to?-zapytałem.
-Prezent dla ciebie i Patrycji, a właściwie waszego dziecka.-opowiedział.
-Niech zgadnę hceż nam zaimponować, abyś to ty został ojcem chrzestnym?
-Wcale, że nie.-odpowiedział Niall.
-Hej Liam, upiekłem torcik dla Pati, pomyślałem, że zgłodniała przez te wszystkie badania, a i maluszek musi coś jeść.-powiedział Harry, wyciągając z tyłu ciasto.
-Wow, gdzie je kupiłeś?-zapytałem.
-Upiekłem.-odpowiedział z dumą.
-Taaa, jasne.-odezwał się Zayn.
-Możesz mi wierzyć.-zapewniał.
Nagle weszła mama.
-O widzę że robiłeś zakupy w ,,Cudowne Torciki''
-Wcale że nie upiekłem ten torcik.
-Szkoda tylko że ja tam pracuje i tak się właściwie składa że sama go robiłam.
Harry'emu zrobiło się głupio
-Mój prezent bije te wszystkie na głowę.-Louis wyciągnął śpioszki ze swoim zdjęciem na środku.
-Wow, oryginalne Louis.-powiedziałem.
-No wiem. Szukałem śpioszek z nami wszystkimi, ale uznałem że to go bardziej ucieszy.
-To dziewczynka.-powiedziałem.
-Co za nie fart a ja kupiłem chyba z 50 samochodzików do zabawy.
-Może i ją te samochodziki ucieszą.
-Aaaaa!!!-usłyszeliśmy krzyk Patrycji. Pobiegliśmy na salę.
-5 miesiąc, zaczął się poród, cesarka!-krzyczał lekarz.
Po długim cięciu wyszła dziewczynka, ale nie do końca.
Blondyneczka miała posklejane paluszki u rąk. Miała problemy z oddychaniem.
-Na salę operacyjną.-lekarz wziął dziewczynkę z rąk Pati.
CDN
Subskrybuj:
Posty (Atom)